W październiku 2025 r. przypada wyjątkowa rocznica - mija dokładnie 215 lat od momentu założenia Cmentarza Bernardyńskiego w Wilnie. Ta zabytkowa nekropolia, częściowo objęta opieką przez Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą (SKOnSR), położona malowniczo na Zarzeczu, pomiędzy ulicami Połocką i Żwirową, tuż przy prawym brzegu Wilenki, skrywa wiele fascynujących historii.
Z zachowanych dokumentów wiadomo, że pierwszą osobą pochowaną na tym cmentarzu był Antoni Skimborowicz. Jego pogrzeb odbył się 2 października 1810 r. (według kalendarza juliańskiego 20 września). Niestety, jego nagrobek nie przetrwał do naszych czasów.
Z okazji tej okrągłej rocznicy chcemy Państwu przybliżyć trzy mało znane fakty związane z Cmentarzem Bernardyńskim, ciekawostki, które rzucają nowe światło na jego tajemnice!
Od bramy aż do głównej kaplicy, tuż za ogrodzeniem cmentarza, kiedyś stały cztery drewniane domy. Ich okna wychodziły prosto na nekropolię. Wyglądało to tak, jakby domy obserwowały cmentarz, jakby nad nim czuwały. Trudno powiedzieć, czy między nimi a murem była jakaś wolna przestrzeń. Teren był nierówny, a domy stały na wzgórzu zwanym Żwirową Górą, przez co wydawały się górować nad cmentarzem. Sprawiały wrażenie, jakby stykały się z ogrodzeniem, jakby były jego naturalnym przedłużeniem. Pełne życia domy tuż obok miejsca spoczynku zmarłych...
W dolnej części cmentarza znajdowała się kiedyś studnia. Jej wody płynęły tuż przy ścieku, w miejscu, gdzie rozciągał się szeroki pas przestrzeni zasianej mogiłami. Mimo to, woda z niej miała swoją renomę.
Pewnego dnia mieszkaniec Wilna zatrzymał się przy tej studni i zauważył dziewczynę niosącą dzban. Zaintrygowany, zapytał:
— Co za użytek będzie z tej wody?
Dziewczyna odpowiedziała z uśmiechem:
— Na samowar proszę pana, ta bardzo smaczna.
— A gdzie mieszkasz? — dopytał.
— Na Żwirowej górce.
Zaciekawiony, porozmawiał też z kilkoma starszymi kobietami siedzącymi przy furtce cmentarza. Zapytał je:
— Czy dobra woda cmentarnej studni?
Jedna z nich rozpromieniła się:
— Ojej, jaka dobra. Grabarz bierze na herbatę i chwali ją.
— A z miasta, czy nie biorą tej wody?
— Ze Żwirowej górki jedna dziewczyna czasami bierze dla swojej pani. Mówi, że bardzo smaczna woda. Tylko jak murarze czerpią do swoich robót i zmącą, to wtedy niesmaczna...
Kiedyś, tuż przy rzece Wilence, u stóp stromego urwiska stał niewielki dom. Nad jego dachem wznosiła się skarpa, wysoka na dobre sześć metrów. Budynek powstał na miejscu dawnego domu, który spłonął niedługo po powstaniu styczniowym. Na krawędzi jaru można było dostrzec stare, omszałe kamienie nagrobne i zatarte ślady mogił, które wyglądały jak wdeptane pagórki. Choć nikt nie chował zmarłych na samym końcu urwiska, natura sama przesunęła granice — z biegiem lat skarpa zbliżyła się do cmentarza, niemal go pochłaniając. Wilenka, gdy wylewała wiosną, podmywała zbocze i co roku zabierała kawałek cmentarza. Dopiero gdy u podnóża zbudowano dom i wzmocniono brzeg, rzeka przestała niszczyć wzgórze. Ale starzy mieszkańcy Popław (dziś znanych jako Paupys) dobrze pamiętali, że nawet po wzmocnieniu brzegu, woda czasem podchodziła niebezpiecznie blisko. Zdarzało się, że po osunięciu się ziemi z urwiska, nad domem Bogobłowa wystawały spróchniałe deski trumien… Facebook
(Na podstawie: Werbena. O cmentarz bernardyński, „Goniec Wileński“ 1909, nr 215, s. 2)
Juozapas Kamarauskas. Wilno. Cmentarz Bernardyński. 1912, Litewskie Narodowe Muzeum Sztuki
.jpg)


Komentarze
Prześlij komentarz